Czytając „Za
garść posoki”, nie musicie być fanami spaghetti westernów, czy też
mojego ulubieńca Jamesa Coburna. Możecie być fanami Dody lub Jenny
Jameson, bo główna bohaterka ma cechy jednej z wymienionych pań –
inteligencję i duże „D”. Jedynie, co jest niezbędne do przeczytania tego
dzieła, to podejście: zafundujcie sobie odrobinę czystej rozrywki, a
wtedy będziecie się bawić przy tym komiksie jak mało kto.
Czas zatem „zapodać małe co nieco” o… scenariuszu,
rysunku i bohaterce. Seksowny – zagubiony przybysz trafia do
wyludnionego miasta, opanowanego przez dwie konkurujące „bandy
nieumarłych”. Znajduje tu jedynego żywego, barmana-kolaboranta, a wyścig
pt.: "kogo tu zabić" przyprawi Cię o dreszcze. Czyli trwa akcja pozbyć
się umarlaka, niech nie fika i nie bryka...
Akcja
napędza się sama od strzelaniny do… strzelaniny. Kevin Eastman
(„człowiek orkiestra”, obecnie redaktor „Heavy Metal”) wykorzystał znane
spaghetti-westernowe chwyty, dołożył sprawdzone wątki z s-f, horrorów i
doprawił to czymś, co sprzedaje się zawsze - golizną.
Natomiast Simon Bisley uwielbia rysować wyraziste kobiety na tle scen
przemocy. Nie ma komiksu, w którym by nie lała się hektolitrami posoka i
wylatywałyby flaki i inne hardcorowe przysmaki. Czarno biały,
szkicowany ołówkowy rysunek ma dla mnie wielką wartość i właśnie taki
występuje w tym dziele. Przyznam jednak, że wygląda to tak, jakby
brakowało tu utrwalenia - przejechania jeszcze tuszem, by nasycić te
„bezeceństwa”, jakie wyczynia bohaterka. Można też zauważyć, że postać
głównej bohaterki jest wyróżniona pod każdym względzie, szczególnie w
biuście. Ten „walor” wylewa się z każdego kadru.
Wydawnictwo
Hella Komiks postarała się o twardą oprawa, kredowy papier i przyzwoitą
cenę. Klimatycznie dobrana czcionka do dymków oraz zręcznie (nie
drętwo) zrobione tłumaczenie. To atuty tego wydania.
Wady,
czyli pulpa - album nie każdemu się spodoba, to pewne. To komiks, który
nie jest czytadłem z wielkim przesłaniem, to utwór lekki, dla prostych
ludzi, ciężko pracujących w fabrycznych biurach, intelektualnie
zmęczonych burżujów, czekających na wiosnę, mających już dość zimy. Po
prostu masz wybór czytelniku! Kontynuując jednak wątek wad – pulpy, to
są to fonty do rożnego typu „pif pafuf”, „blam blam” (np.: str.74) i
innych dźwiękonaśladowczych wyrazów (i w mordę jeża), wydanie oryginalne
ma tak samo spartaczone napisy. Nic dodać, nic ująć. Już tak to
zostanie na stałe.
Podsumowując, „Za garść
posoki” to komiks, który jest takim mixem – pastiszem, karykaturą,
połączeniem westernu, horroru, science fiction i pornola. Przeczytasz,
postawisz w biblioteczce i zapomnisz, lecz gdy będziesz chciał pokazać
fenomenalne rysunki Simona Bisleya, to chwycisz po niego od razu.
(Najlepsze jest to, że „Doktorze Clooney, ta hybryda żyje" i ma się
dobrze, a nawet po przeczytaniu nie ma się dziwnych odruchów, nerwowych
tików, czy też innych gastrycznych reakcji).
Historyjka
wykorzystana już w wielu dziełach, opowiedziana tysiąc razy, nie
straciła nic na swojej powtarzalności. Dlatego też szczerze polecam
zakup „Za garść posoki”. Mam nadzieje, że Hella Komiks zafunduje nam już
niedługo kolejne dzieło tego duetu - „F.A.K.K. 2”. Polecam!

Tytuł: "Za garść posoki"
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunek: Simon Bisley
Data wydania: 12.2008
Liczba stron: 96
Format: 230x305 mm
Oprawa: miękka
Druk: cz.-b.
Cena: 32 zł
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz