Mamy szczęście życia w czasach, w których polski komiks przeżywa swój renesans. Egmont wznawia Relax, w kioskach pojawiły się polskie zeszytówki (z klasyką i z nowościami), a wydania kolekcjonerskie (np. z twórczości Grzegorza Rosińskiego) stały się normą. Nie zawaham się tu użyć stwierdzenia, że wszystko to zapoczątkowała kilka lat temu seria z „Archiwum Jerzego Wróblewskiego” z wydawnictwa Ongrys, której tom numer trzynaście, możemy zakupić w dobrych księgarniach.
Na szczęście od 2013 roku, dzięki staraniom zapaleńców, miłośników, fascynatów, których pozwolę sobie wymienić z imienia i nazwiska: Magdaleny Bochniak, Macieja Kowalskiego, Tomasza Szali, Marka Misiory, Szymona Szali, Andrzeja Janickiego, a przede wszystkim wydawnictwa Ongrys - Leszka Kaczanowskiego i bardzo pracochłonnym (wręcz niekiedy Benedyktyńskim) działaniom rekonstruktora Macieja Jasińskiego i Rafała Śladowskiego zostają one stopniowo przywrócone komiksowemu światu.
Tom numer trzynaście „Z Archiwum Jerzego Wróblewskiego” po raz kolejny jest pokazem siły duetu - Andrzej Białoszycki i Jerzy Wróblewski, ale tym razem z samego początku ich współpracy.
Tym razem dostajemy w swoje ręce dwie historie opublikowane pierwotnie w „Dzienniku Wieczornym”, pierwsza od 31 grudnia 1972 roku do 23 lutego 1972 roku („Tajemnica Starego Zamku”) oraz druga, od 4 sierpnia do 7 października 1972 roku („Pościg za cieniem”).
Tak jak wspomniałem, obie stworzone przez Jerzego Wróblewskiego razem z Andrzejem Białoszyckim., czyli z tym samym scenarzystą, który w późniejszych latach zrobił świetne komiksy z Andrzejem Olafem Nowakowskim; trylogię westernową „Zemsta Harpera” oraz „Wilcze imperium”: na motywach powieści "Wilk" Tadeusza Kosteckiego.
Dostajemy tu do lektury dwie przygodowe opowieści, które nawiązują swoim klimatem, ale także bohaterami do obrazu z trzech charakterystycznych zeszytów z serii „Kapitan Żbik”, a mowa tu oczywiście o odcinkach; „Wieloryb z peryskopem”, „Wiszący rower” i „Tajemniczy nurek”. Schemat i wyraz artystyczny występujących dziecięcych i złowrogich dorosłych postaci, w tym rzezimieszków, milicjantów, jest wypisz i wymaluj, taki sam jak we wspomnianej powyżej trylogii harcerskiej. Dodatkowo wyczuwalne są w tej historii nawiązania do twórczości Zbigniewa Nienackiego, ale także znalazłem mocne nawiązania do filmu Aleksandra Ścibor-Rylskiego pt. „Morderca zostawia ślad”. Mam nieodzowne wrażenie, iż scenariusze Andrzeja Białoszyckiego, były zbudowane z przeakcentowanych kalek np. ze wspominanych produkcji i z książek.
Dlaczego tak uważam? Obie historie zawarte w niniejszym tomie są czysta formą przygodowej opowieści, w której liczy się pewien schemat prezentacji świata, a wszechobecny w owym okresie dziejowym. Źli to najczęściej pogrobowcy Hitlera, a dobrzy to dzieciaki i wspierający ich milicjanci, którzy rozwiązują zagadki kryminalne i łapią wspominanych łotrów. Uświadomiłem sobie w tym momencie, że czas powstania obu komiksów, zrównuje się z czasem premiery i prezentacji w telewizji serialu „Gruby”. Stwierdzić można stanowczo, że nasz duet autorski reagował na zapotrzebowanie rynku, czyli po raz kolejny potwierdza się fakt, że w czasach komunistycznych oni działali elastycznie i po amerykańsku. Kontynuując analizę. Dzięki specyfice (precyzji prac) mistrza z Bydgoszczy, ten albumik - autentycznie - nie zestarzał się! Choć trzeba przyznać szczerze, że scenarzysta także wykonał solidną robotę. Czytając ma się wrażenie obcowania z niezwykłą podróżą przez trudne czasy. W której po raz kolejny autorzy pokazali w jaki swobodny sposób potrafili poradzić sobie z ograniczeniami epoki. Gdy reguły życia w nakazach, rozkazach, w propagandzie i w cenzurze mocno dawały w kość, trzeba było przeciwdziałać, być bardzo pomysłowym i zaradnym. Dzięki czemu artyści z tego okresu byli tak wszechstronni. Bez kłopotu przeskakiwali pomiędzy stylistykami, bez straty jakości dla każdej z nich. Najzdolniejszym wśród nich był Jerzy Wróblewski! On zawsze znajdował swoją amerykańską ścieżkę!
Pozytywny efekt osądu tej publikacji, potęgują także względy edytorskie.
Mianowicie, i także ta odsłona cyklu, została perfekcyjnie odnowiona. Zadbano o każdy element rzemiosła. Dobrano idealny papier do wydruków, przez co prace wyglądają jakby co dopiero zostały narysowane, a przecież mają na "swoim karku" tyle latek. Dodatkowo ekipa redakcyjna zdecydowała się dokonać przemeblowania oryginalnego materiału poprzez przeniesienie tekstów spod kadrów w przestrzeń dymków. Dzięki czemu publikacja się uwspółcześniła i przede wszystkim zwiększyła się jej czytelność!
Nic dodać, nic ująć, jest to po prostu pozycja (seria) obowiązkowa!
Zdecydowanie polecam!
===================================================================
Recenzja ukazała się w portalu WAK; http://www.wak.net.pl/_review_view-tytuly-0-8192.html#1820
http://www.wak.net.pl/old_wak/_review_view-tytuly-0-8192.html#1820

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz