środa, 4 listopada 2020

Punisher Max 9 - recenzja

 Dziewiąty zbiorczy tom Punishera Max, kontynuuje wątki z tomu poprzedniego. Frank Castle wpadł w niezłe tarapaty, albowiem po starciu z Kingpinem i Bullseyem prawie stracił życie. Złapany przez policję trafił do więziennego szpitala. Tam miał czas: do obrony o przed nienawidzącymi go więźniami i policjantami, do działania i szukania sposobu ucieczki i do rozmyślania o swoim życiu i śmierci. Warto tu wspomnieć, iż słowo śmierć, jest kluczem, do niniejszej opowieści.


Scenarzysta Jason Aaron nieźle tu namieszał. W tym miejscu muszę zaznaczyć, iż jestem ultra fanem jego inwencji komiksowej i tej jego wyobraźni, a dającej w komiksach taki piorunujący efekt końcowy!

Jest to (kolejne) maksymalnie ekstremalne, brutalne dzieło i zarazem świetna historia z udziałem Franka Castle'a, do której napisał scenariusz mistrz Aaron.

Albowiem, ten nagradzany i ceniony autor nie patyczkuje się tu ze swoim bohaterem. Wspaniale poprowadził wszelkie wątki i spiął to wszystko w jeden czytelny przekaz. Do tego umieścił w całą historię sporo kultowych postaci z świata Punishera.




W każdym momencie tej historii, czujesz mroczny klimat, ale i co rusz będziesz zaskakiwana i zaskakiwany zarówno sposobem epatowania kontrowersyjnymi scenami, ale także wszelakim tłem i kontekstem obrazoburczych wydarzeń. Np. wydarzeń - w sensie ukazania obrazy charakteru, natury psychologicznej Franka. Dowiesz się, z jaki sposób zmienił się w Punishera.

Od razu należy wspomnieć, że nie byłoby tego świetnego efektu – bez tytanicznej pracy śp. Steve'a Dillona. Ba, krytykowanego za swój powtarzalny i „łopatologiczny” styl graficzny. Ba! Dla mnie w tej jego charakterystycznej kresce była i jest siła! W tej kresce tkwiła i tkwi jego rozpoznawalność, a przede wszystkim czytelność przekazu. Na marginesie. Jego ostatnim rysowanym przed śmiercią komiksem był „Punisher”!

Oceniany tu tom (od solidnego Egmont Polska) został wydrukowany bardzo porządnie, w taki sam sposób, jak poprzednie tzn. na twardo, na kredzie i z dodatkami (szkicami i okładkami). Dodam, iż klimatyczne tłumaczenie Marka Starosty oddaje ducha, tej opowieści.

Podsumowując! Dziewiąty zbiorczy tom Punishera Max jest wyjątkowy pod wieloma względami. Przeczytasz ten tom i będziesz wiedziała/wiedział o czym piszę. Opowieść ta nie zawodzi i trzyma wysoki poziom. Nie bez kozery dodam, jest to kolejna świetna opowieść z udziałem Franka Castiglione i kolejne soczyście i maksymalnie brutalne dzieło, które zapamiętasz na zawsze.

Aczkolwiek, proszę pamiętaj, aby ten komiks nie trafił w ręce dzieci! Ilość brutalnych scen przekracza tu wszelkie granice!

Nie zmienia to faktu, iż niniejsza opowieść ma w sobie to coś! Co nie pozwala oderwać się od lektury.

Równocześnie wnosi nową cząstkę - niczym bozon Higgsa - do poczciwego żywota Franka.

Zdecydowanie polecam!


===================================================================================
Recenzja ukazała się w portalu Wielkie Archiwum Komiksu:

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz