środa, 6 marca 2019

"Odyseja Lanfeusta" - recenzja.

W 1994 roku we Francji pojawił się pierwszy tom z serii „Laufaust z Troy” pt. „Kość Magohamotha”. Od tego momentu ruszył boom na historie dziejące się w uniwersum stworzonym przez Christophera „Scotch” Arlestona. Boom na serie takie jak "Lanfeust z Troy" ("Lanfeust de Troy")"Lanfeust w kosmosie" ("Lanfeust des etoiles")"Trolle z Troy" ("Trolls de Troy"), "Gnomy z Troy" ("Gnomes de Troy"), "Lanfeust Odyssey" i "Zdobywcy Troy" ("Les conquérants de Troy"). 



W tym miejscu nie należy zapominać o wielu pobocznych opowieściach - "Les Guerrières de Troy", "Cixi de Troy", "Szafranowa noc" ("Nuit Safran"), "Wyprawa Alunysa" ("L' Expédition d'Alunÿs"), "Tykko des sables", "L'Heure de la Gargouille", "Voyage aux Ombres ", "Ploneïs l'Incertain". 

Mało? To nie koniec. Sic! Powstały także cztery części mangi "Lanfeust Quest", a nie należy zapominać jeszcze o miesięczniku "Lanfeust Mag" oraz o wszelakich specjalnych albumach z kartografią świata Troy, lub encyklopediach dotyczących tego uniwersum. 

Od samego początku nad tym wszystkim czuwał nasz produktywny Christophe „Scotch” Arleston, choć i czasem wspomagany (fabularnie) przez panie Mélanie Turpyn oraz Audrey Alwett, zaś lwią część szaty graficznej do tych wszystkich opowieści wykonali – Didier Tarquin, Jean-Louis Mourier, Ciro Tota, a do bardziej pobocznych klonów, hmm wróć, znaczy się pod-serii, za oprawę graficzną odpowiadali: Ludo Lullabi, Olivier Vantine, Daniel "Dany" Henrotin, Nicolas Keramidas, Éric Hérenguel, Didier Cassegrain, Éric Cartier, Éric Hübsch oraz Virginia Agustin.

W jednym z wywiadów nasz "plenny scenarzysta" wspominał, iż nie spodziewał się takiego sukcesu (jego obecnie niezaprzeczalnego "opus magnum"), ale także dodał, iż planował ten rozbudowany świat magicznej krainy Troy, zaraz po debiucie w 1990 roku. Do tego momentu (do sierpnia 2017 roku) do jego scenopisów powstało – uwaga, to nie ściema - siedemdziesiąt sześc pełnowymiarowych komiksów w świecie Troy! A on ciągle tworzy nowe (jeszcze nie wydane na papierze) i ma w zanadrzu mnóstwo innych serii poza tym uniwersum. Jak śpiewał Kazik Staszewski, "artysta głodny jest najbardziej płodny", a więc jak głodny musi, być nasz Scotch! Tia. Żarty - żartami, ale ma gościu niezły rozmach, to trzeba przyznać! Ogromny i bogaty świat Troy, humor oraz niesamowite pomysły scenariusza sprawiły, że cykl ten lawirujący pomiędzy fantasy, a space operą i z dużą dozą motywu drogi i przygody - w ostatnich latach stał się prawdziwym przebojem komiksowego rynku francuskojęzycznego. W 2001 roku próbował tą pierwszą serię, ale także poboczne w formie zeszytowej, lub jako jedną z części zawartych w magazynie "Fantasy Komiks" wprowadzić na rynek nasz rodzimy Egmont. 



Lata mijały, a zeszyty z przygodami Lanfeusta, lub Trolli sprzedawały się na pniu, aż nasz Egmont (nareszcie) zdecydował, iż przyszedł właściwy moment na edycje na wypasie – kolekcjonerską – zbierającą dane cykle w obszerne albumy. Właśnie ukazał się pierwszy zbiorczy tom "Odysei Lanfeusta". Zbiera on w swojej zawartości 5 zeszytów i kontynuuje wątki z poprzednich kosmicznych przygód naszego chojraka i jego drużyny. Tym razem główna oś intrygi została przeniesiona z gwiazd na rodzinna planetę naszego bohatera. Wyniku magii mitycznego, acz żyjącego w dobrym zdrowiu Magohamotha nasz Lanfeust nie zestarzał się, a wręcz odmłodniał, a na tle jego przyjaciół, koleżaneczek vel faworyt (baronowej C’ian) fakt ten stanowi powód do nielubienia naszego bohatera. Jego przyjaciel troll Hebius, także nie może narzekać na brak zajęć. Ogólnie rzecz biorąc stara ekipa trzyma się mocno, aż do momentu pojawienia się dziwnego, w pewnym sensie nowego zagrożenia. Niejaka Lilit wypowiedziała wojnę tej planecie! Nie ma przebacz nasz kowal i erotoman bedzie musiał ruszyć w bój! Na pohybel wszystkim wrogom Lanfesust razem trollem i dziadziem mędrcem i cudownymi kobietkami wyruszy po nowe przygody!

Czytelniczko i Czytelniku dostajesz w niniejszym zbiorczym tomiku obraz narracji osadzonej jakby w średniowiecznym stylu życia i z odrobiną kosmicznych technologii, gdzie wyraziste postaci i ich magiczne dary muszą ze sobą koegzystować. Dostaniesz więc udane połączenie fantasy ze szczyptą science fiction, a na dodatek przyprawione sporą dawką humoru – zarówno w słowie pisanym, ale i warstwie obrazowej, w gagach sytuacyjnych. W skrócie otrzymasz, takie idealne abstrakcyjne czytadło, w sam raz po ciężkim dniu pracy! W tym miejscu (po raz kolejny) trzeba od razu nadmienić, iż pomimo zabawowej i dynamicznej cartoon oprawy graficznej autorstwa Didiera Tarquina (weterana od spraw graficznych w tej serii), a bliskiej pracom i stylowi Jean-Louis Mouriera, ten zbiorczy tytuł, zdecydowanie jest nasycony mocnym obrazem i skierowany do dojrzalszego czytelnika. W komiksie pojawia się wiele kontrowersyjnych scen o mocnym zabarwieniu, gdzie bohaterki bez większego zakłopotania odsłaniają swe wdzięki, a jeszcze sceny krwawe, w tym bitewne, są zdecydowanie jeszcze mocniejsze, niż np. w pierwszych Lanfeustach. 



Aczkolwiek uczciwie także trzeba dodać, iż dzięki tym momentom ten obraz nabrał dynamiki i wyrazistości, choć i nadal pozostał klasyczną rozrywkową i luzacką opowieścią drogi, gdzie bezpretensjonalny dowcip kryje się w prawie każdym kadrze. W tym miejscu należą się pochwały (za klimatyczny przekład) dla Marii Mosiewicz, która po raz kolejny genialnie przystosowała polskie realia do niniejszego tomiszcza. Komplementy należą się także dla wydawnictwa Egmont i jego drukarni tzn. za sposób wydania, czyli za twardą oprawą (z klimatyczną grafiką na obwolucie przedstawiającą naszych bohaterów atakujących żołnierzy z Or Azuru), za solidny grzbiet i za wydrukowanie na bardzo dobrej jakości kredzie. Dodatkowo jeszcze tzw. "wąchacze" także znajdą tu coś dla siebie, czyli po przekartkowywaniu poczują piękny zapach papieru i farby drukarskiej. Bez kozery, ale taki DTP, layout świadczy o jakości, zachęca do czytania i robi wielkie pozytywne wrażenie.

 Podsumowując. Pierwszy z dwóch zbiorczych tomów "Odysei Lanfeusta" jest wspaniałą lektura, który Cię niczym nie zaskoczy, gdyż jest klasycznym i lekkim, uroczym dziełkiem z jakim niejeden raz spotkałaś i spotkałeś się! Aczkolwiek owa klasyczna opowieść fantasy i wykonana solidnie (w rzemieślniczym stylu) zarówno w warstwie fabularnej i graficznej - nie nudzi i bardzo śmieszy. Bawi i świetnie nadaje się na lekturę dla młodzieży i staruszków. Bo, "Odyseja Lanfeusta cz.1" jest pierwszorzędnym czytadłem, takim idealnym na relaks i na raz i zaraz po ciężkim dniu pracy. 

Zdecydowanie polecam!

================================================================================

Komiks zakupisz w sklepie EGMONT.PL https://egmont.pl/Odyseja-Lanfeusta.-Tom-1,13925380,p.html




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz