poniedziałek, 30 marca 2020

"Jim Cutlass #1" - recenzja.

Komiksy w klimatach westernu są na topie! Niezaprzeczalnie Egmont, czyli największy wydawca w naszym kraju, zauważył ten stan rzeczy. W ciągu kilku lat przybliżył nam (prawie) cały świat przygód porucznika Mike Blueberre'ego autorstwa tuzów: rysownika Jean Giraud'a aka Moebiusa i scenarzysty Jean-Michela Charliera.

Z tym „całym światem”, to przesadziłem. Albowiem czekam na młodzieńcze przygody garbatego nosa vel Mike'a. Jednakże cieszy fakt, że w tym miesiącu, nasz stołeczny edytor wprowadził do dystrybucji pierwszy tom zbiorczego wydania (łącznie w środku 3 komiksy z 7) przygód Jim'a Cutlass'a. Ba, także powstałego westernu (przynajmniej pierwszy tom) dzięki pomysłowi i staraniom wspominanych tuzów, a od drugiego tomu i również trzeciego, w oprawie graficznej (znanego i lubianego w naszym kraju) Christiana Rossi.


Opowieść ta w duchu historii o Blueberry'm osadzona została także, w tym samym okresie dziejowym, czyli lata 70. XIX w. na Dzikim Zachodzie.

Rożnicę? Mike szalał sobie na prerii i toczył potyczki z Indianami, a nasz Jim Cutlass uprawia bawełnę, jest oficerem i moczy nogi na mokradłach. Nim to jednak nastąpi, to najpierw musiał wyruszyć po spadek (po wujku) do Nowego Orleanu, czyli z Północy Stanów Zjednoczonych Ameryki, na Południe.

Wszystko to dzieje się tuż przed wybuchem Wojny Secesyjnej. A wiadomym jest, że nie jest to dobry moment na podróże w tym kierunku jankesa abolicjonisty.

Nasz Jim wpadnie i to dosłownie w ręce zwolenników niewolnictwa, ale także będzie musiał zmierzyć się ze swoja kuzynką i wieloma innymi indywiduami.

Esencjonalna akcja opowieści pędzi na złamanie karku i co rusz Jim wpada, z deszczu pod rynnę. Strzelaniny, walki, wieszania, napady, palenia stodół z belami bawełny, plus wredne seksowne kobiety, do tego meliny i knajpy Nowego Orleanu, dobrzy i źli – murzyni i białasy, do tego przewrotki scenariuszowe i kolejne atrakcje.

Ten komiks płynie niczym Missouri. Za każdym zakrętem, a właściwie za każdą stroną komiksu czeka kolejna niespodzianka! Zaczniesz czytać i nie możesz przerwać. Ta wielowątkowa i rozbudowana przygoda wciąga niesłychanie. Z mistrzowską precyzją kreślony jest tu każdy element scenariusza i tła, dosłownie całego otoczenia. Dodatkowo ten tytuł mocno nawiązuje do wydarzeń historycznych. Ma się wrażenie, iż w pewien sposób bawi i uczy.

Na sam koniec tego wątku dodam. Nowy Orlean i okolice w westernach nie za często są pokazywane, a tu mamy w trzech tomach pełną paletę barw i folkloru z tych okolic. Na tle wielu historii z Dzikiego Zachodu, daje to wrażenie nowości.

Krótko i na temat oprawy graficznej. Ta zaprezentowana przez Moebiusa jest taka sama jak w ostatnich tomach Bluerre'ego i można rozpisywać się o niej w samych superlatywach, ale także dobrze podrabia ten styl arcymistrza, w kolejnych komiksach Christian Rossi.

Jedynym zdaniem, oprawa jest przyjemna dla oczu i o samej stronie graficznej można pisać wyłącznie pozytywnie. Przepiękne ujęcia miasta, walk i jeźdźców, proporcjonalność na tle moczarowego piękna Nowego Orleanu, to wszystko absolutnie zachwyca! Sama konstrukcja oparta na klasycznym kadrowaniu oraz przejrzystości prezentuje się nienagannie. Widać w tym wszystkim ogrom pieczołowitości i precyzji.

W tym miejscu należy wspomnieć o samym wydaniu. Uwagę przyciąga przepiękna okładka przedstawiającą rudowłosego Jima i jego kuzyneczkę. Solidny grzbiecik, twarda oprawa, duży format, idealnie w najdrobniejszych szczegółach dopracowany DTP to cechy które kształtują jakość tej edycji. Całość wydrukowano na kredowym grubym papierze i dobrze została nasycona farbą drukarską, iż widać faktury, impasty. Ba! Efekt ten prezentuje się malowniczo i choćby owe względy zachęcają do lektury!

Podsumowując! Zastanawiałem się. Czy czasem seria Jim Cutlass, nie miała być spin-offem do wspominanej głównej serii przygód Mike Blueberre'ego? Notabene, w tym okresie w 1979 roku, wspominany duet arcymistrzów rozpoczął produkcję młodzieńczych przygód Blueberre'ego. Nie zmienia to stanu rzeczy, iż dostaniemy w swoje ręce kawał solidnie poprowadzonego westernu, w którym źli i dobrzy mają takie same nieobliczalne charakterki. Dostajemy w swoje łapki przygodową opowieść, którą wspaniale się czyta! Ba, przy tym pierwszym tomie odpocząłem po trudach dnia codziennego, a w tych trudnych czasach Coronavirusa, jest to wartość sama w sobie.

Zdecydowanie polecam!

===================================================================================
Recenzja ukazała się w portalu Wielkie Archiwum Komiksu:


http://www.wak.net.pl/old_wak/_review_view-tytuly-0-10094.html#2234
http://www.wak.net.pl/_review_view-tytuly-0-10094-_review_list.html#2234

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz